Miesięczne Archiwa: Luty 2014

zawsze musi być jakaś niespodzianka..

Nasza Zuzienka w środę zaczęła bardzo intensywną chemie..

W środę spędziłyśmy ponad pół dnia w szpitalu.. Chemia w uśpieniu, chemia we wlewie, a potem na sam koniec chemia w syropie w domu..

Czwartek, piatek, sobota, niedziela chemia w szpitalu oraz w domu przez następne 2 tygodnie..

Środa nawet szybko zleciała.. Zuzia radziła sobie z nudą jak mogła.. Do południa była niestety nadczo bo musiała być usypiana.. i wciąż słyszałam.. Mamo głodna jestem.. głodna jestem.. Mnie również skręcało z głodu ale w ramach solidarności również z nią „głodowałam”

Potem szczęśliwa i radosna nadrabiała przez resztę dnia stracony czas bez jedzenia i „wciągała” wszystko ;) – poza tym humor jej w tym dniu dopisywał bardzo, bo strzelała uśmiechami w każdą stronę :)

W czwartek rano było juz nieco gorzej bo Zuzia kiepsko się czuła.. i nawet nie miała za bardzo ochoty na jedzenie.. ale na szczęście jej przeszło i po południu mimo kolejnej chemii szalała jak zwykle.. Jednak wieczorem już była na tyle zmęczona że o 19 już spała..

W nocy miała gorączkę.. 38,1 i pół nocy nie spała bo się kręciła, bo pić a to siku i tak pół nocy ja sprawdzałam czy jej gorączka spada czy trzeba się ubierać do szpitala.. Na szczęście gorączka odpuściła.. i rano nie było po niej śladu..

Piatek znów chemia.. ale już Zuzia w kiepskiej formie.. Wracajac do domu zasnęła.. i jak tylko weszła do domu to od razu wskoczyła pod kołdrę i leżała do godziny 15… i po tym czasie okazało się, że Zuzia znów ma gorączkę.. i to wysoką.. 38.6 wiec nie ma na co czekac trzeba sie ubierac i jechac do szpitala.. Spodziewając się niskiej odporności od razu pakujemy walizkę.. bo niestety przy takiej chemii która ostatnio Zuzia dostaje wszystko leci na dół.. a jeśli odporność jest poniżej 0,7 Zuzia musi zostać w szpitalu przez kolejne 48 godzin.

Jeśli natomiast jest wyżej to w zależności od sytuacji dostaję antybiotyk i wraca do domu.. lub po prostu wraca do domu..

Wcześniej jednak musi mieć pobraną krew na kultury bakterii z freediego oraz normalnie z żyły..

Zuzia oczywiście jest w pełni świadoma co ją czeka i za każdym razem chowa rączki przed pobieraniem krwii..

Dziś z resztą jak zawsze była taka dzielna, że prawie w ogóle nie zapłakała jak Pani doktor pobierała krew.. W nagrodę Marcin obiecał jej lody.. Trochę obietnica ale…

Ku naszemu zaskoczeniu zamiast odporność iść w dół to poszła do góry :) okazało się że jest 1.9 :) Cudowna informacja.. Najcudowniejsza na świecie.. WRACAMY DO DOMU!!!

Cudownie.. Zuzia szczęśliwa, że kolejna noc może przespać w domu.. no i oczywiście obiecane lody również dostała :)

Przed nami weekend i mimo tego, że Zuzia w sobotę i niedziele bedzie w szpitalu na chemii to mamy nadzieje, że to będzie spokojny weekend bez niespodzianek..

Ja wiem, że sporo osób naszej Zuzi śledzi na FB bo większość ma tam konta.. mi tam szybciej idzie pisanie czy wstawienie zdjęcia Zuzi.. bo z telefonu mogę to zrobić bez potrzeby siadania do komputera.. ale wiem, że przynajmniej 2 najbliższe mi osoby czytają blog i na pewno będę go nadal pisała więc jeśli ktoś jeszcze tutaj zagląda to obiecuję w miarę możliwości dodawać posty…

Jutro zaczynamy..

Wyniki Zuzi na tyle dobre, że jutro zaczyna kolejny cykl chemioterapii. Zapowiada się na prawdę długi dzień..

Na początek Zuzia będzie miała chemię w pełnym uśpieniu, potem kolejna która będzie trwała 4,5 godziny. Niestety nadal Zuzie czeka izolatka, ze względu na kontakt z dzieckiem z opsą, ale to nic ważne że po całym dniu wracamy do domu – do swojego łóżka, bo nie ma nic gorszego od pobytu w szpitalu. Teraz czeka nas bardzo intensywna chemia, bo przez kolejne 5 dni codziennie będziemy w szpitalu ( lub jeśli ja nauczę się podawać chemię w domu to wtedy nam odpadnie wyprawa do szpitala) ale to wszystko wyjdzie w trakcie.

Dziś również Zuzia miała wizytę u neurologa. Ogólnie szybko, zwięźle i na temat.W niedługim czasie będzie miała zrobiony rezonans magnetyczny aby sprawdzić czy krew po wylewie się wchłonęła.. Ostatnim razem wiedzieliśmy, że wylew był wielkości 5 cm.. a dziś na zdjęciu widzieliśmy już dokładnie jak to wyglądało. Wylew obiął 25% powierzchni mózgu. Z perspektywy czasu wiem, że to że Zuzia wróciła do 100% formy to wielkie szczęście, że jest tak sprawna jak dawniej. Wiem, że ona ma ogromną siłę i wolę walki i dzięki temu wygra tą walkę.. a raczej wojnę która toczy się w jej organiźmie.

Ostatnio żadziej piszę na blogu a częście na FB nie dlatego że mi się nie chce a dlatego, że aby tutaj pisać potrzebuję usiąść spokojnie przy komputerze.. zwykle robie to wieczorem kiedy dzieci śpią.. a czasami po prostu nie mam nawet na to czasu..

Chciaż ostatnio był bardziej bunt z mojej strony i ogólny dół i nawet nie miałam ochoty nic pisać..

Kilka dni temu szukałam pewnych zdjęć.. oczywiście natknęłam się na stare zdjęcia Zuzi przed choroba i uwierzcie nie byłam w stanie ich oglądać, bo od razu był wielki potok łez. Od razu zamknęłam zdjęcia bo nie miałam ochoty na większy dół i smutek..

Pamiętacie jeszcze taką Zuzię?

 

Ja pamiętam doskonale.. mimo, że zmieniła się,”dorosła” i nie ma włosków to wciąż jest naszą cudna malutką córeczką która czasami jest słodka do schrupania, a czasami daje nam tak popalić, że ręce opadają..

To cudowne zdjęcie, z resztą cała sesja była zrobiona przez Eve 3 miesiące przed diagnozą.. Cudowna i przepiękna pamiątka.. Miejmy nadzieje, że jeszcze nie jedna taka piękna sesja przed nami :)

Zapraszam wszystkich na Fb oczywiście Ci którzy mają tam utworzone konto.. Wystarczy kliknąć na baner z lewej strony „LUBIE”

lub po prostu będąc na FB wpisać w wyszukiwarkę: ZUZIA CHMIEL

nasze dni..

Dzień za dniem ucieka jak szalony..

Zuzia w poniedziałek miała okazję pojechać pobawić się w kulkach.. nie była tam odkąd zachorowała.. Niestety na brak odporności bardzo musimy ją izolować od dużej ilości ludzi.. Zawsze zanim do kogoś pojedziemy w odwiedziny albo ktoś do nas ma przyjechać pytamy.. Czy wszyscy zdrowi … Nasi znajomi już o tym wiedzą i nie musimy nawet pytać.. Sami nam o tym mówią że wszystko ok..Nigdy nie ryzykujemy, bo wiemy czym to się może skończyć..

Jednak w poniedziałek wcześnie rano byliśmy już w „kulkach” Zabawa była świetna.. a ile radości na twarzy Zuzi bezcenne :)

 

We wtorek raniutko pobrałam Zuzi krew do badania aby sprawdzić czy może zacząć kolejny etap chemioterapii ..

Ku naszemu zaskoczeniu bardzo spadła jej hemoglobina aż do takiego stopnia, że była potrzebna transfuzja krwii…

Na 14 miałyśmy być w szpitalu no i oczywiście byłyśmy.. ciągle w izolatce, bo jeszcze nie minął czas odkąd Zuzia miała kontakt z chorym na ospe dzieckiem.. 3 godziny transfuzji.. i do domu… niby szybko i sprawnie powinno iść, bo krew była już przygotowana aby podłączyć, ale wiadomo zanim lekarz ją zbada i powie , że ok można podać to chwilę schodzi..Ze względu na niską hemoglobine serduszko Zuzi szybciej pracuje.. ale po przetoczeniu krwii wszystko wraca do normy..Około 19 wróciłyśmy z Zuzia do domu.. ja zmęczona całym dniem.. a Zuzia.. Zuzia pełna energii .. biega, skacze i tańczy.. i oczywiście czeka na jej ulubione pierogi które były w trakcie robienia..Apetyt oczywiście po sterydzie nadal jej dopisuje.. więc na 2 pierogach się nie skończyło..

Dobrze po 23 poszła wreszcie spać..

Właśnie w takim dniu jak był zastanawiam się nad tym dlaczego to spotkało właśnie Zuzie..? dlaczego właśnie ona..

Ja wiem, ze na to nie ma odpowiedzi, bo nikt nie potrafi odpowiedzieć mi na to pytanie..

I wiem doskonale, że to my rodzice bardziej tą całą sytuację przeżywamy, rozpaczamy i martwimy się na zapas.. i serce nam pęka, bo to nasze dziecko dla którego chcemy aby miało wszystko i było najszczęśliwsze na świecie, a nie tułało się po szpitalach.. a dzieci są cholernie silne i akceptują sytuację taką jaka jest bez względu na wszystko.. Ważne, że jest mama lub tato który trzyma je za ręke i nie zostawi bez wzgledu na wszystko…

Ja wiele razy słyszałam, że jesteśmy dzielni, że dajemy radę, że dobrze sobie radzimy i staramy się żyć normalnie..

Myślę, że największą a zarazem najdzielniejszą i najcudowniejszą osobą która zasługuję na wszystkie pochwały  jest Zuzia, bo to ona dzielnie walczy ze swoją chorobą  każdego dnia..i to my dzięki jej uśmiechowi dostajemy „zastrzyk” energii i każdego dnia budzimy się gotowi do dalszej walki… Nie mówię, że nigdy się łza nie leje.. oj u mnie często ..ale ja wiem, że dla niej muszę .. MUSIMY być cholernie silni bo ona tego najbardziej potrzebuje…

 

19 lutego Zuzia powinna zacząć kolejny etap chemioterapii ale niestety po wczorajszych wynikach niestety na razie nie może jej dostać.. Czekamy tydzien i kolejne badania krwi nam pokażą co będzie dalej…

25 lutego również mamy wizytę w poradni neurologicznej.. zobaczymy co lekarze powiedzą, bo według nas na codzień w ogóle nie ma śladu po tym wylewie który Zuzia miała pod koniec września… Jest tak samo sprawna jak wcześniej…

Dziś Zuzia od rana w świetnej formie.. biega, tańczy, skacze i rozrabia z Filipem.. Uwielbiam ją taką kiedy jest taka radosna i cieszy się każdą rzeczą i beztrosko może się bawić ..

 

Pamiętacie jak wspominałam o niespodziance dla Zuzi w jej urodziny…

Zaczynamy już po mału działać.. na razie nie zdradzam szczegółów.. Jedynie mogę zdradzić Wam hasło…

!!PODARUJ ZUZI UŚMIECH !!

Mam nadzieje, że pomożecie w całej tej akcji i podarujecie Zuzi uśmiech ;))

Szczegóły już wkrótce :))

Nareszcie :)

Dawno nie pisałam… ale w zasadzie Zuzia do czwartku się żle czuła.. spała, leżała odpoczywała.. Nie chciała się za bardzo bawić, nigdzie wychodzić.. Strasznie ciężko jej było się pozbierać po tej ostatniej chemi.. Niestety podejrzewam, ze połączenie sterydu i chemi tak zadziałało, że nie miała siły na nic.. Stawaliśmy na głowie co by tu zrobić aby poprawić jej nastrój, humor i pomóc jakoś przez to wszystko przejść.. Nawet Filip miał swój udział .. pomagał jak umiał.. 

Jednak czwartek, piątek to przełom .. Zuzia jak nowa :) uśmiechnięta i wesoła.. Chętna do zabawy, biega i szaleje od rana do późnej nocy :)

A do tego po sterydzie nadal ma duży apetyt.. i by ciągle wszystko by jadła.. ale to już niedługo i wszystko już wróci do normy i będzie normalnie jadła..

Mam nadzieje, że wszyscy mieli wczoraj cudowne walentynki… U nas było wesoło i słodziutko… :) Oczywiście nie mogło obejść się bez tortu który Zuzia wręczyła Tacie.. oraz przy okazji tortu obowiązkowe dmuchanie świeczek :)

 

Muszę Wam po ciuchu powiedzieć że w połowie marca zaczynamy akcję urodzinową Zuzi..

Wszystkie szczegóły pojawią się tutaj oraz na Fb..

Na razie wszystkim zajmuję się Kasia.. która jest WIELKA!! już dziękuję Ci Kasiu za pomoc… bez Ciebie było by ciężko…

 

Kolejne badania krwii we wtorek.. i wtedy się okażę po wynikach czy zacznie kolejny cykl chemii.. oj bardzo intenstywnej :(

Na razie cieszymy się chwilą.. że Zuzia się uśmiecha, dobrze się czuję…

Miłego weekendu !!

ktoś nam ją podmienił

Nadal Zuzia bardzo ale to bardzo osłabiona.. do tego stopnia, że dziś znów pobrałam jej krew do badania..

Wyniki są ok.. bez szaleństw ale wszystko w normie.. więc na szczęście zostajemy w domu i nie potrzeba żadnej transuzji krwii ani płytek..

Jedyna różnica pomiędzy tymi ostatnimi dniami jest taka, że ubrała się dziś.. bo ostatnie dni spędzała w piżamie..czasami ma przebłyski chhęci i ochoty do zabawy ale to chwilkę i za chwilę znów się kładzie..

Poza tym dużo odpoczywa, śpi.. a raczej to jest drzemka, bo Filip nie bardzo jej daje spokojnie odpoczać bo biega, krzyczy i szaleje..

W nocy nie śpi spokojnie.. bo nawet nie ma mowy żeby spała u siebie w pokoju tylko śpi z nami w łóżku..

Ostatnia noc to nawet o 2 nad ranem obudziła mnie i że ona jest głodna ( w końcu steryd dał znać o sobie) o 6:30 była już niby wyspana..więc pobudka kolejna..

Humor niestety jej nie dopisuję.. jest inna niż zwykle.. nie mówi dużo tylko patrzy.. i trzeba się domyślać, zgadywać co chce..

Kiedy chcę ją przytulić, pocałować albo po prostu pobyć z nią.. bo wiem, że jej ciężko .. to ona mówi : Nie całuj, nie przytulaj.. a najlepiej zostaw mnie samą.. Ja doskonale wiem, że to wina tych cholernych leków, że ona taka jest ale ciężko mi jako matce słuszeć od swojego dziecka ” nie przytulaj” 

Zachowuję się tak jakby nie była moją, naszą Zuzia tak jakby ktoś nam ją podmienił…. Tesknie za nią…

na świecie są cudowni ludzie..

Zuzia od czwartku bardzo osłabiona i zmęczona.. w piątek i w sobote właściwie tylko leżała spała i spędzała czas pod kołdra..

Humoru niestety też nie ma.. wszystko ją drażni, albo denerwuje i z byle powodu płacze..

Sporadycznie pojawia się uśmiech na jej twarzy… ale częściej widzę zmęczenie i smutek w jej oczach niż radość dziecka które powinno cieszyć się życiem i zdobywać świat…

Dziś już troszkę lepiej.. jednak dziś ja pobrałam Zuzi krew do badania, bo zaczęliśmy się martwić, że może za bardzo spadła jej hemoglobina i potrzebuję transfuzji, bo mimo zmęczenia i osłabienia jest bardzo bladziutka… Marcin zawiózł do szpitala probówki i czekaliśmy na wyniki już w domu…

Wyniki w normie.. co prawda hemoglobina trochę nisko, ale nie do tego stopnia aby musiała mieć transfuzję…

Miejmy nadzieje, że z każdym kolejnym dniem będzie lepiej .. że każdy dzień bez chemii to dzień w którym organizm nabiera więcej sił i energii do życia…

Kolejna chemia dopiero około 18 lutego.. jesli oczywiście wyniki krwii będą ok…mam nadzieje, że do tego czasu już będzie miała tyle energii że znów od rana do wieczora będzie biegała z Filipem i razem będą znów łobuzować..

Dziś po raz kolejny zostałam utwierdzona, że są cudowni ludzie… którym nie jest obojętny los chorego dziecka..

W czwartek poznałam Sylwię która nie kryła swoich łez poznając Zuzię i jej historię..

Dziś poznałam ich znajomych .. wspaniałych ludzi…

A tak na prawdę to ja byłam tam jakby ” w pracy” na cudownym przyjęciu urodzinowym córeczki Sylwii ..

Balony, torcik, klaun, świetna zabawa, uśmiechnięte buziaki szczęśliwych dzieci.. Tak beztrosko i cudownie..

Sylwia wśród swoich gości postanowiła zrobić zbiórkę dla Zuzi… oczywiście zupełnie niepotrzebnie, bo wydaję mi się, że Zuzia ma wszystko, a my na szczęście nie jesteśmy w sytuacji takiej w której musimy zbierać pieniądze na leczenie Zuzi..

W każdym bądź razie.. pod koniec urodzin zupełnie niespodziewanie dostałam kopertę z pięknymi życzeniami i pięniędzmi od Sylwii i jej znajomych.. Cudowny gest ze strony wszystkich tych osób który utwierdza mnie w przekonaniu, że odkąd Zuzia zachorowała spotykamy na swojej drodze cudownych ludzi którzy są gotowi nieść nam pomoc w każdej minucie.. w nocy o północy..

Tym razem dzięki Sylwii to ja dziś nie byłam w stanie powstrzymać łez..

Dziękuję Wam wszystkim za to.. a Tobie Sylwia szczególnie…

 

Jeszcze jedne podziękowania… Dla mojego bloga udział w konkursie blog roku się skończył.

Blog zdobył 22 punkty.. czyli 22 osoby wysłały smsa na mojego bloga…

Dziękuję bardzo.. Poza tym kazdy oddany sms to 1 zł dla hospicjum dla dzieci z tego co pamiętam…

osłabienie organizmu..

U nas dzień za dniem ucieka..

Zaczyna się poniedziałek i tak szybko leci tydzień że nim się obejrze jest już piątek..

Zuzia w czwartek miała chemie… jednak niby wszystko sprawnie i szybko powinno iść ale wysiedziałyśmy się chyba za wszystkie czasy..

A Zuzia miała już dość .. dosyć że nie lubi bywać w szpitalu to na dodatek jeszcze izolatka..

Wychodząc ze szpitala nie było jeszcze wyników krwii ale stwierdziłam, że skoro tydzień temu płytki były ponad 200 .. a odporność 3.8 to to wszystko aż tak nie pospadało..

Jednak zdąrzyłam dojechać do domu i zjeść obiad .. no i okazało się, że wyniki nie są takie piękne jak się łudziłam…

Płytki spadły do 36 .. a odporność znów 0.1…nie mówiąc o hemoglobinie która również sporo spadła ale jeszcze w granicach normy…

Jednak płytki w przypadku Zuzi okazały się być za nisko.. Trzeba było wrócić do szpitala na transfuzje płytek .. a potem do domu…

Zuzia dosyć , ze zmęczona po chemii to jeszcze zmęczona wycieczką do szpitala w podwójnej ilości…

Dziś już piątek.. a Zuzia od rana bardzo zmęczona, osłabiona i nawet nie mająca ochoty na zabawę.. a do tego jest tak strasznie blada – mimo, że hemoglobina jest w normie..

Humor też nie najlepszy.. od płaczu do śmiechu.. od śmiechu do agresji i tak w kółko.. i jak tutaj sobie z tym wszystkim radzić?

Zuzia dziś cały dzień spędziła na kanapie pod swoją cieplutką kołderka.. widać, ze na prawdę była bardzo zmęczona, że nawet w ciągu dnia zrobiła sobie krótką drzemke co zwykle się nie zdarza…

A tutaj mały śpioszek ..

 

 

światowy dzień walki z rakiem..

Dziś 4 lutego.. czyli światowy dzień walki z rakiem… Dzień tych wszystkich którzy walczyli oraz tych którzy dzielnie walczą !

Rok temu nawet nie wiedziałam, że taki dzień w ogóle jest.. i gdyby ktoś mi powiedział, że nas to też będzie dotyczyło to bym go wyśmiała.. że jak to? przecież to jest niemożliwe… a jednak .. wszystko jest możliwe.. Dziś jest ok.. a jutro?  niestety nie wiemy co czeka na nas jutro..co czai się za

rogiem ..

Kilka informacji które warto wiedzieć… ( warto wiedzieć, a nie doszukiwać się objawów)

 

 

 

Każdy z nas na pewno w bliższym lub dalszym kręgu znajomych, rodziny ma osobę chorą która dzielnie walczyła lub dzielnie nadal walczy.. Pomyślcie własnie dziś o osobach chorych, o ich rodzinach.. 

Pamiętajcie nie każdy oczekuje lub chce współczucia.. Czasami wystarczy dobre słowo, poklepanie po ramieniu lub po prostu powiedzenie Jestem z Tobą, z Wami !!

 

Niedzielna „kinder niespodzianka”

Zuzia po czwartkowej chemii czuła się dobrze.. a nawet mogłabym napisać bardzo dobrze..

W piątek również miała świetny nastój, humor i tryskała energią.. no i oczywiście apetyt dopisywał i dopisuję do tej pory..

Wieczorem powiedziała, że boli ją brzuszek i że chce herbatkę.. późno poszła spać ale gdy szła spać nie bolał brzuszek i było ok..

W nocy obudziła się znów z bólem brzuszka.. myśleliśmy że są one spowodowane tym, że ostatnio nieregularnie bywa w WC..

Napiła się herbaty.. i za chwilę mówi, że jej niedobrze.. i szybko do łazienki.. Małe dziecko, a przynajmniej Zuzia jeszcze za bardzo nie potrafi „trafić” do Wc wymiocinami.. więc pół łazienki było do sprzątania.. Marcin na dodatek tyle papieru wrzucił ze ubikacja się przytkała.. ale to małe straty..

Zuzia stwierdziła, że czuję się lepiej i idziemy spać..

Przy łózku specjalne worki przygotowane aby w razie W.. zwymiotowała do nich a nie wszędzie indziej ( niestety Zuzia ich nie lubi)

Nie minęło 10 minut, a ona wstaje i znów jej niedobrze… Marcin z workiem nie zdąrzył i mamy do przebrania pościel…

Reszta nocy minęła spokojnie…

W sobotę Zuzia znów w wyśmienitej formie jakby zupełnie ta nocna akcja jej nie dotyczyła…

Poza tym pamiętała, że w sobotę są 4 urodzinki jej koleżanki Oli.. i jeśli będzie się czuła źle to po prostu nie pojedziemy..

Już nie mogła się doczekać imprezy :)

Urodzinki szybko zleciały, Zuzia się świetnie bawiła i zadowolona wróciła do domu.. do późnej nocy jeszcze miała siłe biegać i szaleć..

W niedziele mieliśmy zaplanowane odwiedziny u znajomych u których tydzień wcześniej mieliśmy być..

O godzinie.. 10 .. przyszedł sms…

Po przeczytaniu go po prostu poczułam jakbym miała nogi z waty..

Okazało się, że jeden chłopiec który był na urodzinach ma ospe…

Na razie dwie krostki.. ale ma…

Każdy zadaje sobie sprawę jaka to poważna sprawa szczególnie u Zuzi.. która ma obniżoną odporność..

Telefon do szpitala… trzeba przyjechać, bo nie ma co ryzykować..

Na 15 będą gotowe leki aby podać Zuzi w kroplówce..Zuzia zamknieta w izolatce bez możliwości wyjścia do pokoju zabaw..

Niby tak pięknie szybko miało pójść.. a wróciliśmy do domu późnym wieczorem…

W czwartek na chemii niestety też Zuzia będzie zamknięta w izolatce dla dobra i bezpieczeństwa innych dzieci które są na oddziale..

Spotkanie znów nie wypaliło, bo Filip również był na urodzinach więc on też nie mogł pojechać do znajomych bo oni również mają dzieci.. nie chcemy przywiozić „kinder niespodzianek” w postaci ospy…

W chwili obecnej Zuzia dostała leki gdyby w razie czego zachorowała na ospę które spowodują że troszkę łagodniej powinna przejść tą chorobę.. ale i tak czekamy do 21 dni.. bo tyle dni ma choroba aby się ujawnić.. Podobno najgorsze te pierwsze 10 dni.. bo potem z każdym dniem szanse maleją .. Także czekamy..

Niestety pewnych rzeczy nie da się przewidzieć… My zawsze pytamy zanim gdzieś pojedziemy to czy wszyscy są zdrowi.. Oczywiście byli.. a w niedziele jeden z małych gości zaskoczył wszystkich.. Także podejrzewam, że teraz rodzice wszystkich dzieciaczków które były na urodzinach oczekują..

Bardzo chciałabym podziękować Ani,Jasiowi i Pawełkowi za piękną niespodziankę dla Zuzi za obrazki, zdjęcia oraz piękny list..

Kochani bardzo dziękujemy cudna niespodzianka…