Miesięczne Archiwa: Lipiec 2013

3 lipca zmienił nasze życie..

Wszystko zaczęło się 3 lipca..

Po południu pojechaliśmy do lekarza, bo Zuzia od dłuższego czasu była smutna, apatyczna, nic jej się nie chciało i zrobiła sie strasznie blada..

Na wiadomość idziemy na spacer był wielki płacz i zawsze mówiła: Mamo ale ja chcę wózkiem.. Nasza córka zawsze była z tych bardziej leniwych dzieci więc przymykałam oko.. i mówiłam ok wskakuj do wózka ..

Lekarz GP jak ją zobaczył to zapytał czy ona zawsze taka blada jest.. odpowiedzieliśmy, że jest blada ale nie aż tak jak teraz.. Dostaliśmy skierowanie od razu do szpitala na dokładane badania.. Spakowaliśmy torbę i wyruszyliśmy w drogę..Myślałam sobie wtedy że to może jakaś anemia, że mało czasu przebywa na świeżym powietrzu więc może dlatego taka blada jest. .Na miejscu pobrali krew, zrobili prześwietlenie klatki piersiowej i kazali czekać na wyniki..

Po godzinie lub dwóch przyszedł lekarz i mówi, że Zuzia zostaje w szpitalu że sytuacja jest poważna.. Mi się nogi ugięły..

Wiedzieliśmy że krew jest bardzo rozrzedzona, że serce jest powiększone.. i na koniec lekarz powiedział, że hemoglobina jest nisko.. za nisko, że możliwe jest to ze będzie potrzebowała transfuzji..

Zdecydowaliśmy że Marcin zostaje z Zuzia a ja zabieram Filipka do domu.. Po drodze jadąc już dzwoniłam do koleżanki aby przyszła do Filipka bo ja muszę zawieść rzeczy dla Zuzi.. a w nocy nie zostawię przecież samego dziecka w domu..

Spakowałam rzeczy, Filip poszedł spać a ja pojechałam .. nie spodziewałam się takich wiadomości które usłyszałam po przyjściu do szpitala..

Czekaliśmy na Ciebie.. zasłonili zasłony na emergency .. w między czas Zuzia miała już robioną transfuzję.. i spała już na Marcinie bo bała położyć się na łóżku..

Pamiętam jak dziś minę i oczy lekarza który niestety musiał nas poinformować co się dzieje…

99% LEUKEMIA…

siedziałam na tym łóżku i patrzyłam na niego i nie rozumiałam co on do mnie mówi..

Zapytałam Marcina  .. co to … a on do mnie BIAŁACZKA…

A ja na to CO???????????????????

i wpadłam w wielką rozpacz, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić? tysiące myśli miałam w głowie.. ale jak to ? że moje dziecko? że Zuzia? jak to możliwe? przecież to nie jest możliwe? to był dla mnie, dla nas tak wielki SZOK że pisząc to mam jeszcze nogi jak z waty i łzy płyną po policzkach..

Nie mam pojęcia jak wróciłam do domu samochodem .. nie pamiętam… pamiętam, że po drodze dzwoniłam do Basi z którą rozmawiałam dłuższą chwilę.. Potem weszłam zapłakana do domu i zapytałam Magdy jak Filip… ?

W domu ból głowy był taki że tabletki nie pomagały.. w nocy w ogóle nie dało się spać.. Chociaż miałam nadzieje, że jak zasnę to się obudzę z tego koszmaru.. Jednak mimo, że się obudziłam koszmar się nie skończył..

Życie wywróciło nam się w jednej sekundzie do góry nogami.. wszystko zmieniło się o 180% .. rzeczy ważne są już mało ważne.. nasze życie i każda chwila jest podporządkowana Zuzi i jej chorobie..